Czy mnie to w ogóle dotyczy?


Każdy ma trochę inne problemy, niż wszyscy. Może w ogóle „wszyscy” nie istnieją, jesteśmy tylko my, ludzie, każdy trochę inny. Ciekawe jest jednak odnajdywanie wspólnych mianowników, zwłaszcza jeśli ktoś może dzięki temu poczuć się szczęśliwszy.

Poczucie zrozumienia ze strony innych jest jedną z większych przyjemności w życiu (dla mnie w każdym razie), wydaje mi się też oczywiste, że łatwiej zrozumieć kogoś, kto jest podobny do nas samych. Rozumienie kogoś, kto przeżywa sytuacje i emocje całkowicie nam nieznane wymaga sporej wyobraźni i dużej dozy empatii.

Trudno jest też powiedzieć coś osobistego komuś, kto nie przeżył podobnych zdarzeń, bo obawiamy się, że nas nie zrozumie, a może nawet odrzuci. Wstydzimy się tego, co nas spotkało. Większość ludzi potrzebuje akceptacji, zwłaszcza ci, którzy zaznali w życiu jej braku, potrzebują szczególnego potwierdzenia, że wszystko z nimi w porządku i że inni ludzie ich chcą. Żeby to uzyskać, nieraz staramy się być normalniejsi, niż tak naprawdę jesteśmy, bezproblemowi, pogodni i łagodni.

Co się wtedy dzieje? Zamiast uzyskać akceptację dla siebie, tak naprawdę doprowadzamy do sytuacji, że nikt nas nie zna, więc nawet nie ma wyboru, czy chce nas zaakceptować i polubić, czy nie. Izolujemy się, a nasza potrzeba bliskości z drugim człowiekiem zaspokajana jest coraz słabiej, kontakty stają się coraz bardziej powierzchowne, czasem bywa, że przestajemy mieć na nie ochotę w ogóle. A dzięki temu, że udajemy kogoś innego, nie poświęcamy uwagi naszemu prawdziwemu ja, zapominamy o nim. Nasze prawdziwe ja spychane jest do piwnicy, w której żyje sobie zamknięte i odcięte od światła. Czasem łka po cichutku, ale kto by tam go słuchał. Czasem wali pięścią w ścianę, aż wszystko nas w środku boli, ale wmawiamy sobie, że to tylko sąsiad jakiś remont robi, że jak mnie coś boli, to są na to tabletki, ból minie. Taki to paradoks poszukiwania akceptacji poprzez pokazywanie się z lepszej strony.

Chciałabym w tym miejscu powiedzieć, że doskonale zdaję sobie sprawę, jak trudno jest cokolwiek z tym zrobić. To jest zagmatwana pętla zdarzeń, przyzwyczajeń, potrzeb, żalu, bólu. Nieraz rodziła się przez wiele lat, nieraz żyjemy z nią odkąd sięgniemy pamięcią. Najlepsze, co może się w takiej sytuacji zdarzyć, to znalezienie innych osób, które mają podobnie i które zrozumieją to nasze biedne, znękane, prawdziwe ja. W końcu na początku o to nam chyba chodziło…

Żeby to się udało, ktoś musi zrobić pierwszy krok. Może to być usłyszenie własnego „ja” wołającego z ciemnej piwnicy. Może to być usłyszenie kogoś innego mówiącego o podobnych problemach, z jakimi się borykam i nazwanie tych problemów. Może to być odkrycie się przed kimś przyjaznym, albo przed specjalistą – księdzem, terapeutą (oni mają obowiązek zapewnić nam bezpieczeństwo i zachować tajemnicę), na początku nawet nie po to, żeby pomógł, tylko żeby usłyszał. Jeżeli tylko czujesz, że jesteś w jakiś sposób nieszczęśliwa (nieszczęśliwy) dobrze coś takiego zrobić, wyłącznie dla siebie, nawet na próbę. Chodzi o to, żeby nazwać swoje problemy i wybrać sobie szufladkę, do której na początek się chcemy zaliczyć i w której znajdziemy bezpieczeństwo i trochę zrozumienia. A potem delikatnie i ostrożnie otworzyć skorupkę i pokazać chociaż na chwilę, kto jest w środku. Jest bardzo prawdopodobne, że znajdą się ludzie, którzy mogą Cię zrozumieć, chociażby właśnie dlatego, że przeżyli coś podobnego. Niekoniecznie to samo. Niekoniecznie wszyscy, bo jak na początku wspomniałam, nie wydaje mi się, żeby istnieli jednolici „wszyscy”. Ale trochę podobni i więcej niż zero osób. A może nawet będzie ich więcej. A to już coś.

Pozdrawiam Was serdecznie i czekam na Wasze przemyślenia

Justyna

Tagi: , , , ,

Odpowiedzi: 5 to “Czy mnie to w ogóle dotyczy?”

  1. Aga Says:

    Pięknie to opisałaś…..:)
    Jeśli odważymy się otworzyć przed innymi to na pewno znajdzie się ktoś, kto wysłucha… Czasem tylko o tyle chodzi… Kiedy wypowiemy to co nas nurtuje na głos, usłyszymy siebie…… okazuje się często, że wnioski nasuwają się same…. Problem nabrał właściwych rozmiarów, możemy sami sobie z nim poradzić…. Wzrasta nasze poczucie wartości….
    A tym samym łatwiej akceptujemy siebie…. Już nie myślimy o sobie jak o kimś dziwnym, niezrozumiałym….. Nasz problem nabrał właściwych rozmiarów… Mieścimy się w normie jaką nam przekazano w okresie wychowania i rozwoju…. Nie czujemy się wyobcowani ale słuchani i akceptowani….

  2. Justyna Says:

    Aga, właśnie jest tak, jak piszesz. Jest coraz więcej miejsc, gdzie przychodzą ludzie, którzy dają innym po temu okazję. W zamian chcą tylko tego, by i ich ktoś życzliwie wysłuchał. Tak pracują grupy oparte na 12 krokach – niezależnie od tematyki, ale też coraz więcej grup, w których się to szanuje. Nie krytykowanie, nie dawanie nieproszonych rad, nie ocenianie tylko empatyczne, uważne słuchanie i mówienie wyłącznie o sobie i swoich doświadczeniach – to bardzo trudne, ale to bardzo ułatwia komunikację między ludźmi.

    • Aga Says:

      Na początku bardzo trudno mówić tylko o sobie…. tak chętnie mówimy co innym się nie udało, nawet cieszymy się tym, zajmujemy się sprawami mało istotnymi… ale idzie się tego nauczyć: mówić o sobie.
      Jeszcze trudniej słuchać…. dzisiejszy człowiek nastawiony jest na przekaz. Zresztą w takim hałasie trudno słuchać….. Ale tego też idzie się nauczyć:)
      Później, gdy już tego spróbuje się…. tak bardzo przeszkadza hałas w słuchaniu siebie i innych… tak bardzo przeszkadza paplanie o byle czym…
      Wiem , że tak działają grupy oparte na krokach:) Korzystam z uczestnictwa w takiej grupie:)
      Tak dużo się tam nauczyłam: tylko słuchając… i tylko mówiąc o sobie…
      Staram się to przenosić w swoje codzienne życie:)
      Pozdrawiam serdecznie:) Aga

    • Aga Says:

      Na początku bardzo trudno mówić tylko o sobie…. tak chętnie mówimy co innym się nie udało, nawet cieszymy się tym, zajmujemy się sprawami mało istotnymi… ale idzie się tego nauczyć: mówić o sobie.
      Jeszcze trudniej słuchać…. dzisiejszy człowiek nastawiony jest na przekaz. Zresztą w takim hałasie trudno słuchać….. Ale tego też idzie się nauczyć:)
      Później, gdy już tego spróbuje się…. tak bardzo przeszkadza hałas w słuchaniu siebie i innych… tak bardzo przeszkadza paplanie o byle czym…
      Wiem , że tak działają grupy oparte na krokach:) Korzystam z uczestnictwa w takiej grupie:)
      Tak dużo się tam nauczyłam: tylko słuchając… i tylko mówiąc o sobie…
      Staram się to przenosić w swoje codzienne życie:)
      Pozdrawiam serdecznie:) Aga

  3. Justyna Says:

    Aga, właśnie jest tak, jak piszesz. Jest coraz więcej miejsc, gdzie przychodzą ludzie, którzy dają innym po temu okazję. W zamian chcą tylko tego, by i ich ktoś życzliwie wysłuchał. Tak pracują grupy oparte na 12 krokach – niezależnie od tematyki, ale też coraz więcej grup, w których się to szanuje. Nie krytykowanie, nie dawanie nieproszonych rad, nie ocenianie tylko empatyczne, uważne słuchanie i mówienie wyłącznie o sobie i swoich doświadczeniach – to bardzo trudne, ale to bardzo ułatwia komunikację między ludźmi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: