Puszka Pandory – część 2


Dzisiaj o tym, co ja dostrzegam w micie o puszce Pandory i jak ja go rozumiem, bo gdy się nad nim zastanawiam, mam wrażenie, jakbym skądś jeszcze tę historię znała…

Pandora's Box / Arthur Rackham

Pandora's Box / Arthur Rackham

Pandorę ulepili bogowie. Zeus z pomocnikami. Stworzyli piękną i interesującą kobietę. Po czym dali jej w posagu beczkę pełną trosk, nieszczęść, chorób i zakazali do niego zaglądać. Dlaczego w zasadzie miałaby nie zajrzeć do czegoś, co przyniosła ze sobą na ziemię? Ojciec powiedział jej, że to posag. Miałaby z niego nie chcieć skorzystać? Otwiera więc swoją beczkę, troski i choroby wylatują, a Pandora – a wraz z nią cechy, które reprezentuje – zostaje obarczona winą za całe zło tego świata.

Tymczasem… kto ponosi winę za pojawienie się na tym świecie trosk, chorób i zła. Pandora? Kto jest twórcą beczki i kto napakował do niej te wszystkie złe rzeczy? Kto tę beczkę posłał na świat? Otóż Zeus i inni bogowie. Oni też nie tylko potrafią wymigać się od odpowiedzialności, lecz jeszcze zrzucają ją na niewinną dziewczynę. Zeus to ojciec obłudny, mściwy i wrogi wobec swoich dzieci – bogów i ludzi. Człowieka zresztą raczej za swoje dziecko oficjalnie nie uznaje, jest do niego nastawiony co najmniej nieprzychylnie. Pandora też jest człowiekiem, tyle że stworzonym osobiście przez Zeusa – dzieckiem, które raczył w ogóle zauważyć. Zeus tak naprawdę skrzywdził Pandorę, dając jej w posagu – zamiast czegoś dobrego i przydatnego – troski, choroby i nieszczęścia, a co więcej, przerzucił na nią brzemię własnej winy. Na koniec zabronił się nad tym zastanawiać (zapieczętował beczkę) i posłał w świat, żeby sobie radziła. Uroczy obraz toksycznej relacji ojca z córką.

Dalej mamy Prometeusza. Złodziej, obłudnik i cwany oszust, a jednak ukochany bohater ludzkości. Dlaczego jest w zasadzie takim herosem? Bo ulepił człowieka, a potem kradł dla niego różne rzeczy, dopuszczał się oszustw i obłudy, ryzykując że ściągnie na siebie gniew Zeusa. Poświęcał się dla człowieka. Dlaczego go stworzył? W zasadzie nie wiadomo, chyba po prostu taka była jego natura, coś mu kazało „mieć” tego człowieka i potem walczyć o niego.

Czy dostąpił dzięki temu szczęścia? Nie, bo skończył na skale. Czy człowiek stał się dzięki temu szczęśliwy? Nie, bo Zeus się wściekł i wysłał tę beczkę. Można powiedzieć, że strategia, jaką obrał Prometeusz, dawała na krótką metę zwycięstwa i pewną złośliwą satysfakcję, jednak w dłuższej perspektywie była nieskuteczna.

Dlaczego? Bo potyczki pomiędzy nimi wcale nie mają na celu ostatecznego rozwiązania konfliktu. Zakładają, że niezależnie od tego, jak Zeus jest nieprzychylnie nastawiony do Prometeusza i jego dzieła, ludzie (i sam Prometeusz) w dalszym ciągu będą czcić Zeusa, i składać mu ofiary. Zeus się od nich opędza, gdy wchodzą mu w drogę okazuje swój gniew i próbuje ich wszystkich unieszczęśliwić, dać im nauczkę, lecz nie chce się z nimi całkiem rozstać. Prometeusz też nie zamierza pożegnać się z Zeusem. Co więcej, postępując obłudnie, złośliwie i podstępnie gra w tę samą grę, co Zeus. W żadnym momencie nie staje w prawdzie – nie decyduje się zaprzestać składania Zeusowi ofiar.

A Prometeusz wobec swoich dzieci? Owszem, próbuje rozpaczliwie wywalczyć dla nich to i owo. Ale ich nie chroni przed gniewem Zeusa. Pandorę zaś odtrąca na wstępie, podejrzewa ją o niecne zamiary, gdyż jest „córeczką tatusia”. Nie otacza jej opieką, chociaż przecież nie zrobiła nic złego, nie mówi jej też co ma zrobić z tą zapieczętowaną beczką. Może gdyby się zainteresował i nie odrzucił Pandory – skoro był taki cwany – wymyśliliby na przykład sposób, by odesłać beczkę Zeusowi z powrotem? Jak wcześniej już mówiłam, pozostałe jego dzieci też źle skończyły – dostały się im się te wszystkie nieszczęścia i choroby, którym Prometeusz nie tylko nie umiał zapobiec, ale nawet nie chciał ich dostrzec. A przecież był tytanem, jeśli ktokolwiek mógł coś takiego wymyślić, to tylko on! Tymczasem po prostu zakrył oczy dłońmi i odesłał córkę wraz z beczką dalej w świat.

Ludzie tymczasem uznali go za bohatera. Cześć dla takiego bohatera jest hołdowaniem cechom, które reprezentuje, a więc także tym, które reprezentuje Zeus – egoizmowi, mściwości, pysze, obłudzie. Lecz gdy słucham tej opowieści, odruchowo zaczynam sympatyzować z Prometeuszem, mimo wszystkich jego niedoskonałości i tego, że przyczynił się do zwycięstwa Zeusa. Jak to możliwe?

Moim zdaniem, w tym micie Prometeusz reprezentuje postać matki. Toksycznej i współuzależnionej. Ma dziecko, bo taka jej natura. Walczy nieumiejętnie o to swoje dziecko, ale jednocześnie słucha się silnego, władczego ojca, bo nie potrafi inaczej. Jest z nim związana toksyczną zależnością. Czci go, choć go nie szanuje, i kult ten przekazuje dzieciom. Nie konfrontuje się z nim otwarcie, lecz kręci. Uczy tego samego swoje dzieci, które cieszą się z jej zwycięstw, odniesionych dzięki podstępom. Matka poświęca się dla swych dzieci, kradnie, oszukuje, ryzykuje, wreszcie zostaje skazana na wieczne cierpienie, nigdy się od swego partnera nie oddziela. A gdy pojawia się okazja, że można naprawdę coś zrobić, odrzuca córkę, która przychodzi, bo wydaje się nazbyt związana z ojcem.

Dziecko natomiast swoją matkę chce kochać, niezależnie od tego, jaka jest. Docenia jej poświęcenie, nawet jeśli przynosi szkody i jemu i jej. Słucha się i czci tego, kogo matka czci. Naśladuje ją. Matka jest bohaterem, jest w oczach dziecka dobra i silna. Jest tytanem. Nawet jeśli nie umie godnie sprzeciwić się złu, nawet jeśli się od dziecka odwraca.

Ostatecznie wszyscy oprócz Zeusa ponieśli klęskę. Wszyscy bohaterowie tego mitu, poza Zeusem, byli tak naprawdę bezradni. Gdyby naprawdę chcieli zwyciężyć, wydaje mi się, że mogliby zerwać z mściwym, obłudnym bóstwem, zaprzestać składania mu ofiar i uwierzenie w potęgę dobra, wolności i prawdy. Hołdowanie zasadom Zeusa oraz próby posłusznego utrzymywania w tajemnicy tego, co nieuchronnie musiało wyjść na jaw – tak jak to robił Prometeusz – może przynieść jedynie wieczną zależność od złowrogiego władcy, który przywiązuje swoją ofiarę do skały i pozwala sępowi wyjadać jej wątrobę w nieskończoność.

Odnoszę wrażenie, że z mitu o Pandorze, tak jak został mi przekazany, czy to w formie opowieści mojej babci, czy w wersji literackiej, wynikają morały, które wcale nie mówią prawdy o opowiedzianej w nim historii. Są moim zdaniem manipulacją. Uczą mylić dobro ze złem, czcić kogoś, kto wyrządza szkody, bać się i okazywać posłuszeństwo. To jest interpretacja korzystna dla kogoś takiego, jak Zeus i jeśli będę im ulegać, pozwolę, by znowu on właśnie wygrał. Cieszę się, że wiem, że mam wybór.

Ciekawe? Skomentuj🙂
Justyna

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: