Naczelny kontroler


Wielu spośród nas współuzależnionych ma prawdopodobnie wrażenie, że życie naszej rodziny, ludzi w pracy, znajomych itd. zależy od nas i że na nas spoczywa odpowiedzialność za to, żeby tym wszystkim ludziom udawało się robić dobrze to, co robią.

Nieraz – no cóż – faktycznie dysponujemy większą wiedzą, lepszym rozeznaniem, doświadczeniem, nieraz zwyczajnie intelektem czy siłą fizyczną. Tak czy inaczej, wiemy, że umiemy sobie lepiej poradzić niż oni wszyscy.

Jeżeli miewamy do czynienia z kimś uzależnionym od środków chemicznych czy zachowań sztucznie regulujących nastrój, wiemy, że ta osoba ze swoimi reakcjami po prostu sobie nie radzi i czasem – a nieraz całkiem często – ulegamy pokusie zrobienia czegoś sami, lepiej, szybciej, w ogóle zrobienia.

Nieraz przenosi się to na całkiem zwykłe zachowania wobec osób nie mających z uzależnieniem nic wspólnego. Są to jednak oznaki, że tkwimy we współuzależnieniu.
Kilka przykładów tego, jak to wyglada w życiu:

Przykład 1 – Po obiedzie zostają naczynia do zmywania. Nie ma w domu zmywarki. Żona rzuca się do zmywania, chociaż jest jeszcze mąż i dwójka dzieci. Od czasu do czasu, gdy jest bardzo zmęczona i znudzona, pyta męża, czy nie mógłby tym razem sam zmyć. Ale przecież wiesz że ja nie potrafię tak szybko i dokładnie jak ty, odpowiada mąż i to wystarcza, by żona wzięła na siebie pełny etat na zmywaku.
Otóż pomaganie innym w taki sposób, że się robi wszystko za nich gdy mogą od czasu do czasu coś zrobić sami, jest wyrazem współuzależnienia. Daje nam różne korzyści, o które nie chcemy postarać się w otwarty sposób. Na przykład poczucie, że jesteśmy potrzebni i satysfakcję, że robimy coś lepiej niż pozostali członkowie rodziny. Jeżeli jednak zawsze tylko ja zmywam, satysfakcja ta nabiera charakteru czegoś złośliwego.

Przykład 2 – Pozwalam mężowi pozmywać naczynia, ale gdy już się za to zabierze, zwracam uwagę na każdy błąd, jaki popełni. Że zostawił resztki jedzenia w zlewie. Że nie wytarł talerzy. Że wsadził widelce na miejsce łyżek. Itd.
Cały czas muszę zachować kontrolę nad całym procesem i mieć świadomość, że robię to lepiej. Niestety takie postępowanie może się skończyć odmową dalszej współpracy ze strony męża w najlepszym przypadku, a awanturą w gorszym.

Przykład 3 – Mąż obiecał, że pozmywa naczynia, ale się za to wcale nie zabiera. Stoją w zlewie i mnie drażnią. Czekam czekam, w końcu nie wytrzymuję i delikatnie się pytam, kiedy pozmywa, żebyśmy się umówili. Mówi – do wieczora pozmywam. I nic. Czekam, czekam, dwie godziny mijają, w końcu zaczynam zrzędzić. Że nigdy mi nie pomaga, że zawsze wszystko ja muszę robić. W końcu, chociaż umówiony termin wcale nie nadszedł, biorę się i zmywam sama, zrzędząc i klnąc swój los.
Tymczasem gdybym raz sprawdziła co się stanie jeśli poleżę na łóżku z książką, gdybym go nie pilnowała, to kto wie, może by nie tylko pozmywał, ale też zaczął się w tym wprawiać.

Oczywiście powyższe przykłady są banalne, nie mogą się w żadnym stopniu równać kontroli, jaką próbujemy utrzymać nad kimś, kto znalazł się w szponach nałogu i widzimy, że jest wobec tego nałogu bezradny. Całe to wylewanie alkoholu, chowanie flaszek, zamykanie, pilnowanie ile przyjął, pytanie dokąd idzie, skąd wraca, obwąchiwanie i inne metody kontrolne, a w skrajnych przypadkach chowanie kart kredytowych i innych przedmiotów umożliwiających wyjście z domu i nabycie wiadomej substancji (osoby mające do czynienia z innymi czynnikami uzależniającymi mogą sobie dopowiedzieć własne wersje) powoduje że czujemy się potwornie źle, a skuteczność naszych działań i tak jest niska.

Próba kontrolowania czegoś, na co nie mamy wpływu, to jeden ze schematów postępowania osoby współuzależnionej. Jeżeli nawet współuzależnienie objawia się w tak banalnym życiowym kontekście jak zmywanie naczyń, to co dopiero gdy ujawni się jakiś poważniejszy problem. Problemy mają to do siebie, że się w życiu ludzkim pojawiają, zaś zadaniem człowieka jest sobie z nimi szybko i jak najskuteczniej poradzić. Dobrze jest więc zawczasu to umieć.

Uczenie się kontrolowania czegoś, wobec czego jesteśmy bezradni, nie jest zbyt skuteczną strategią życiową. Na ogół prowadzi do wzięcia na siebie obowiązków ponad siły, lub wszystkich zadań, jakie są do wykonania. Daje pozory poczucia bezpieczeństwa – panowania nad sytuacją – ale na ogół są to głównie pozory. W przypadku nie pozmywanych naczyń, może być po prostu przykre i budzić poczucie niesprawiedliwego traktowania, żal. W przypadku zetknięcia z toksycznymi substancjami uzależniającymi – może przyczynić się do dramatu całej rodziny.

Dlatego też, kontrolujmy to, na co mamy wpływ, a na co nie mamy wpływu – pozostawmy innym. Dajmy im się trochę wykazać.

Uczestnicy wspólnot dwunastokrokowych modlą się do swojej Siły Wyższej o pogodę ducha. Warto sobie tę modlitwę zapamiętać, choćby na zasadzie złotych myśli, bo właśnie ona może oduczyć nas kontrolowania tego, nad czym panowania de facto nie mamy.

O czym zapewniam Was z ulgą
i nie musząc kontrolować wiele więcej ponad swoje własne czyny, myśli i słowa,
żegnam Was na dziś i zachęcam do komentarzy
Justyna

Tagi: , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: