Czy ja w ogóle coś czuję


A jeżeli tak, to co?
Nie każdy umie tak po prostu powiedzieć. Nie każdy chce, to oczywiste. Ale gdy sam(a) sobie zadajesz to pytanie, potrafisz to precyzyjnie określić?

A w ogóle to po co się nad tym zastanawiać? Czy uczucia są w ogóle ważne? Wprawdzie pisałam już o tym przy okazji rozważań o nadmiernej emocjonalności, ale powtórzę raz jeszcze: Tak, są ważne, ponieważ istnieją i są częścią nas. Są częścią naszej osoby leżącą poza naszym umysłem, starszą od niego. Część ta mieści w sobie nie tylko nasze własne doświadczenia, nieraz pochodzące z dawnych lat, często nawet z głębokiego dzieciństwa, lecz także doświadczenia przeszłych pokoleń, można powiedzieć, że jakby „zakodowane w genach”.

Rozważania na temat tego, czy uczucia, jako część starsza, nie są aby przestarzałe i dlatego nieistotne, pojawiły się już przy okazji nadmiernej emocjonalności. Myślę, że owszem, niektóre wynikają ze schematów stworzonych na potrzeby sytuacji, które w naszym obecnym życiu pojawiają się bardzo rzadko, albo ktoś z zewnątrz wtłoczył nam schematy zachowań od początku dla nas niekorzystne. Zdarzają się też sytuacje, w których ktoś wykorzystuje istniejące w nas schematy działania i odczuwania dla swoich potrzeb wbrew naszym chęciom. Jest to po prostu manipulacja. Takie sytuacje opisuje Robert Cialdini w swojej słynnej książce „Wywieranie wpływu na ludzi”.
Jednak w bardzo bardzo wielu przypadkach uczucia są po prostu czymś w rodzaju bardzo sprawnego, dopracowanego i przetestowanego przez wiele pokoleń urządzenia, które wskazuje nam nasze potrzeby oraz możliwości ich zaspokojenia, jak również zagrożenia i możliwości ich uniknięcia. Jest to urządzenie działające sprawnie, szybko, sprzężone z układem hormonalnym i innymi częściami naszego organizmu, znacznie bardziej zaawansowane niż jakiekolwiek urządzenie pomiarowe stworzone póki co przez człowieka.

Oczywiście to, że mamy jakieś uczucia i że możemy się nimi kierować, że dysponujemy tak precyzyjnym i potężnym narzędziem, jest wielu osobom nie na rękę. O manipulatorach już wspomniałam, ale nie tylko im. Tak naprawdę każdemu, kto chce nad nami mieć władzę, jest nie na rękę to, że mamy to cudowne urządzenie. Możliwość, że możemy zdać sobie sprawę z jego posiadania, jest dla tych osób arcyniewygodna, zaś sytuacja, w której zaczęlibyśmy się nim posługiwać może przekreślić ich plany wobec nas i jest czymś, do czego absolutnie starają się nie dopuścić.

Pierwszymi ludźmi, którzy chcą nami sterować, są na ogół nasi rodzice. Wystarczy, że dziecko im przeszkadza lub są odrobinę za mało dojrzali, by wziąć za nie pełną odpowiedzialność i jednocześnie pozwolić mu się rozwijać. To często właśnie rodzice uczą, że uczuć lepiej nie mieć, że coś z nimi jest nie tak. A to poprzez szykany, gdy dziecko swoje uczucia okazuje, zawstydzanie, wyśmiewanie, złoszczenie się, karcenie. A to poprzez odwracanie uwagi dziecka. A to poprzez lekceważenie, czy natychmiastowe pocieszanie. Zdaję sobie sprawę, że gdy tak wyliczam te okoliczności, brzmi to jak jakaś dysfunkcja. Ale wcale nie musi to przybierać okrutnych form. Dzieci są przecież bardzo wrażliwe i odpowiednio reagują nawet wówczas, gdy ktoś powie spokojnie „no nie płacz nie płacz, nic wielkiego się nie stało”.

Potem w ciągu życia stykamy się z wieloma ludźmi, którym nasza zdolność odczuwania jest nie w smak. A ponieważ z dzieciństwa mamy już niezłą zaprawę, możemy się nigdy nie zorientować, że zostaliśmy wmanewrowani w rolę bezwolnych cyborgów wykonujących grzecznie polecenia służące dobru innych ludzi, nie naszemu.

Współuzależnienie, czyli uzależnienie od innych ludzi i ich zachowań jest dla mnie krańcową postacią takiej bezwolności. Zła jestem okropnie gdy sobie pomyślę ile czasu w czymś takim tkwiłam. Powoli rozplątuję to sobie i nieraz aż włosy stają mi dęba gdy sobie uświadamiam, w co się dałam wpuścić. W pewnym momencie stało się właśnie tak, że to ktoś inny za mnie myślał, odczuwał, wiedział co dla mnie dobre, a co złe, co powinnam zrobić, a czego nie.

Tytuł tego bloga, „jak się dzisiaj czuję” jest oczywiście ironiczny, ale tak właśnie sobie wyobrażam co by było, gdybym brnęła dalej we współuzależnienie i zmiany w życiu ograniczała co najwyżej do osoby, od której jestem aktualnie uzależniona. Wyobraziłam sobie, że budzę się rano, widzę drugą osobę obok siebie i pytam się jej, jak się czuję, bo sama – skąd mam niby wiedzieć?

Odkąd zdałam sobie sprawę z tego, czym grozi nieodczuwanie, zaczęłam uczyć się czucia. Chcę być wolna.
A Ty? Co wybierasz?

Pozdrawiam i życzę bardzo udanego i bardzo krótkiego tygodnia,
ciekawa jestem Waszych przemyśleń,

a jeśli macie w związku z nimi pytania, podzielcie się nimi!
Justyna

Tagi: , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: