Jeszcze o uczuciach


Jak wspomniałam wczoraj wygląda mi na to, że każdy z nas ma wbudowane cudowne urządzenie diagnostyczne, które pokazuje nam czego potrzebujemy, a czego chcemy uniknąć. Wysyła nam ono wskazówki w postaci uczuć.

Uczucia mają to do siebie, że wśród nich istnieją takie, które są miłe (wskaźnik, że któraś z naszych potrzeb jest właśnie – lub zaraz może być – realizowana), a inne przykre (np. wskaźnik, że należy uciekać, albo komuś przywalić, albo płakać).

Jest to moim zdaniem wykorzystywane w treningu posłuszeństwa, czyli oduczania się lub kogoś korzystania z naszego cudownego urządzenia. Zanim dziecko zrozumie, że te niemiłe uczucia są dla niego niezwykle korzystne i powinno za nimi iść, uczyć się je rozpoznawać i postępować zgodnie z tym, co mówią, a w późniejszym życiu – brać za to odpowiedzialność, uczy się je, że nieprzyjemne uczucia są złe. Że lepiej jest, jeśli się ich po prostu nie ma. Również wcale nie tak rzadko oducza się rozumienia i podążania za uczuciami miłymi „co się tak śmiejesz jak głupi do sera”.

Wielu specjalistów od ludzkiej psychiki uważa, że człowiek jest znacznie mądrzejszy niż mu się wydaje. Że rozum, inteligencja, zmysły, to zaledwie jakaś część tego, co człowiek wie, spostrzega i kojarzy. Carl Rogers, wielki orędownik „podejścia nastawionego na osobę” w psychologii, w książce „Sposób bycia” pisze tak: „Stwierdziłem już, że jesteśmy mądrzejsi niż sam nasz intelekt, że nasz organizm jako całość posiada pewną mądrość i celowość, która wykracza daleko poza świadome myślenie”. Nie wątpię, że tak właśnie jest. Istnienie tej mądrości ma prawdopodobnie w założeniu służyć temu, żebyśmy realizowali swój potencjał, swoją misję na tym świecie, swoje powołanie. Ale jak mamy je realizować, skoro nie wiemy, czym ono jest? A jak mamy się tego dowiedzieć, jeśli nasze najlepsze urządzenie wskazujące potrzeby i zagrożenia jest wyłączone, a instrukcja obsługi utopiła się wiele lat temu w nocniku?

Oczywiście można ją odtworzyć, wystarczy tylko mocno chcieć i postarać się trochę. Ale mi się wydaje, że warto. Droga do realizacji siebie i spełnienia zaczyna się prawdopodobnie właśnie od nauki obsługi tej aparatury diagnostycznej – systemu naszych uczuć. Potem wiedzie przez coraz lepsze poznanie siebie i działanie zgodne ze swoimi potrzebami. Ja zaczęłam od zrobienia sobie listy uczuć, które zdarza mi się czuć i zadawania sobie od czasu do czasu pytania – co ja właściwie teraz czuję? Bez wnikania w przyczyny i konsekwencje. Gdy pojawi mi się uczucie, którego nie ma na liście – dopisuję. Korzystam też z list uczuć zrobionych przez innych, jako inspiracji. Dążę do tego, by zdarzało mi się odczuwać jak najwięcej uczuć – i żeby je nazywać. Im więcej niuansów, tym lepiej. Moja maszynka zaczyna znów działać.

A może razem stworzymy listę uczuć? Może chcecie umieścić w komentarzach, jakie uczucia zdarza Wam się odczuwać? A może podzielicie się spostrzeżeniami na temat rozpoznawania uczuć, czy jest to dla Was łatwe? trudne?

Pozdrawiam Was serdecznie i zachęcam do chwili refleksji i wspólnej zabawy,
Justyna

Tagi: , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: