Narkopolacy


W ubiegły weekend Gazeta Wyborcza w dodatku Gazeta Świąteczna rozpoczęła kampanię pt. „My, Narkopolacy„.  Zapowiada się bardzo ciekawie.  W gazecie znalazł się wywiad z panią Ewą Woydyłło, znaną terapeutką uzależnień, jak również osobista historia rozwoju nałogu i walki z nim pani Michaliny Taczanowskiej.

Wygląda na to, że kampania dotyczy wszystkich uzależnień chemicznych – narkotyków, alkoholu, papierosów. Celem ma być łamanie tabu i stereotypów. To bardzo dobrze, bo wiedza na temat uzależnień w naszym kraju jest zatrważająco niska.

Biorąc pod uwagę jaki procent dorosłych w Polsce jest uzależnionych od alkoholu świadomie, oraz ile osób nie uważa się za uzależnione, choć pije kiedy tylko jest okazja, aż wierzyć się nie chce jak mało ktokolwiek wie o alkoholizmie. To samo dotyczy nikotynizmu. A te dwa to nałogi „oswojone”, z tymi mniej popularnymi jest jeszcze gorzej: narkomanów traktuje się często po prostu jak zadżumionych.

Dla mnie, osoby współuzależnionej, poznanie i zrozumienie mechanizmów uzależnienia było pewnym zaskoczeniem. Myślałam że skoro mam to obok na co dzień, wiem o tym prawie wszystko. A o paleniu to całkiem wszystko, bo sama paliłam. Słyszałam nieraz, że alkoholizm to choroba słabej woli. Tymczasem alkoholik żeby się napić potrafi wykazać się taką niezłomnością, sprytem, inteligencją, urokiem osobistym i uporem, że ze słabą wolą nie może to mieć nic wspólnego.

Widziałam wokół siebie ludzi, którzy swoim bliskim alkoholikom „pomagali” w taki sposób, że ratowali z izby wytrzeźwień, karmili rosołkiem na kaca, pożyczali pieniądze gdy się kończyły. Ja sama też należałam do tych, co przywożą ostatniego klienta z knajpy, szukają zaginionego po mieście, leczą czyjegoś kaca, podstawiają miskę, poją soczkiem, sprzątają po i otwierają drzwi o czwartej nad ranem by odebrać od pana taksówkarza ledwie ciepłe zwłoki. Długo starałam się udawać przed całym światem, że wszystko jest ok i na przemian z depresją czułam się bardzo dzielna. A gdy się już przekonałam, że mi to nie pasuje i że mam dosyć, a co więcej wcale w ten sposób nikomu nie pomagam, okazało się, że jestem wyrodna i że wszyscy wokół mają mi za złe mój egoizm i okrucieństwo. Trudno mi było się przyzwyczaić do myśli, że można zostawić chorego w spokoju i nie robić za niego tego, co może zrobić dla siebie sam.

Mam nadzieję, że to, co robi obecnie Gazeta Wyborcza spowoduje wzrost zrozumienia mechanizmów uzależnienia, a może nawet parę osób zechce podjąć leczenie. A parę innych zechce pomyśleć o sobie i zadbać o siebie – wcale nie musi to oznaczać całkowitej izolacji, wyprowadzki czy udawania, że się przestało kochać uzależnionego bliskiego. Myślę, że najlepiej jest gdy każdy dla siebie opracuje własny model funkcjonowania i sprawdzi, jak się w nim czuje.

Mam też nadzieję, że to, co robi Gazeta Wyborcza, nie jest zwykłym dziennikarskim poszukiwaniem sensacji na sezon ogórkowy, w czasie, gdy chwilowo politycy nie dostarczają czytelnikom zbyt wielu atrakcji.

Swoją drogą, jeżeli macie trochę czasu w sezonie ogórkowym i chcecie coś dobrego zrobić dla siebie i swoich uzależnionych, znajdźcie chwilę na przeczytanie jakiejś książki o mechanizmach uzależnień, jest ich na rynku wiele. Naprawdę, naprawdę, aż trudno uwierzyć, jak niewiele w Polsce wie się o chorobie alkoholowej i o uzależnieniach w ogóle. A żeby z czymś sobie poradzić, dobrze jest wiedzieć, z czym sobie próbujemy radzić, prawda?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i zachęcam do komentowania

Justyna

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: