Dokąd zmierzasz


Czy zastanawiacie się czasem dokąd zmierza Wasze życie?

Podobno jeżeli nie wyznaczymy sobie celu, nie stworzymy planu działania, który ostatecznie zmierza do tego celu, bardzo mało prawdopodobne, że dotrzemy tam, gdzie chcemy.

To jest obecnie powszechnie uznawany pogląd i jak najbardziej się z nim zgadzam. To jest jeden z pierwszych kroków na drodze do pełniejszego życia.

O tym, jak wyznaczać sobie cele pisze wielu autorów, którzy publikują na tematy związane z motywacją, przedsiębiorczością i własnym biznesem, jak również specjaliści od rozwoju osobistego, tacy jak wspominany już przeze mnie Nathaniel Branden. Jest to więc obecnie jeden z powszechnie uznawanych sposobów na podniesienie jakości swojego życia. Przyjrzeć się swoim celom życiowym.

Właściwie wyznaczenie sobie celu to niezbyt chyba trafne sformułowanie, lepiej byłoby mówić o obieraniu swojego celu lub przyjrzeniu się swoim celom i pragnieniom.

Już wyjaśniam, co mam na myśli: otóż „wyznaczenie celu” zawsze wydawało mi się jakimś takim sztucznym działaniem. Na przykład, moi rodzice mieli dla mnie jakiś tam pomysł na życie, chcieli żebym poszła na studia artystyczne. Ponieważ sama nie miałam w młodości żadnego innego pomysłu, zgodziłam się na to i obrałam zdanie na takie studia sobie za cel. W zasadzie byłam do niego nawet przekonana i akceptowałam go. Miałam cały plan przygotowań ustalony, nie przez siebie wprawdzie, tylko przez ojca. Starałam się pracowicie i rzetelnie go realizować. Naprawdę, poświęciłam na to dużo czasu i włożyłam mnóstwo wysiłku. Ale jakoś mi nie szło. Po pierwsze, nic, co zrobiłam, lepiej lub gorzej, nie sprawiało mi zbyt dużej satysfakcji. Po drugie, coś we mnie bojkotowało zajmowanie się tym, czym miałam się zajmować i musiałam się za uszy ciągnąć, żeby kontynuować tę pracę. Każde zaniedbanie budziło we mnie poczucie winy. A każde przysiąście nad nauką czy pracą powodowało, że zaczynało mnie nosić i czułam ból samotności, alienacji od ludzi, zwykłą samotność. Co oznaczało, że z wiecznym poczuciem winy jak kula u nogi i z ogromną tubą na rysunki, która budziła mój dyskomfort i skrępowanie, w ręku, chodziłam do szkoły. Po lekcjach wszyscy,  szli do domu odpoczywać, albo do kawiarni pogadać, a ja ruszałam do domu kultury, gdzie czułam się absolutnie samotna i gdzie nie miałam do kogo ust otworzyć, oprócz wysłuchiwania krytyki ze strony osoby prowadzącej, na zajęcia z rysunku. Coś we mnie w środku bojkotowało cały pomysł, bo coraz ciężej przychodziło mi robić to, co miałam robić. Mój zeszyt z kalendarzem prac był dla mnie widocznym dowodem na moje lenistwo. Byłam jednak, pracowita, wierna celowi, wytrwała, a ponieważ poddawałam się wyrzutom sumienia, więc nie rezygnowałam z planu i działałam dalej, umęczona do granic wytrzymałości. Rodzice zresztą potem już nawet ze mną bardzo rzadko rozmawiali na temat moich przygotowań. Mój ówczesny chłopak – nie pamiętam co się działo, chyba zdawał wtedy maturę i miał swoje hobby, ogólnie był dość mocno zajęty swoimi sprawami. Pamiętam, że na wyjazd z nim w góry zabrałam tę paskudną teczkę i nosiłam ją ze sobą na wycieczki w górę i ręka mi puchła. Może jakiś jeden obrazek namalowałam i to bez przekonania. W każdym razie, zrezygnowałam z tego celu dosłownie wiosną przed maturą. Doznałam nagłego olśnienia i wybrałam coś innego, czego nikt mi nie podpowiadał, a poczułam, że to właśnie coś dla mnie. I niewątpliwie było, do końca studiów nie żałowałam wyboru. W zasadzie dopiero rzeczywistość rynkowo-społeczna trochę mnie zweryfikowała. Ale to zupełnie inna historia.

Opisałam tę sytuację żeby pokazać, że wyznaczanie sobie celu na siłę, za radą innych, z braku pomysłu na lepszy cel, to nie jest dobry sposób. Jeżeli coś w nas bojkotuje to co robimy „na głowę”, to wkładanie w to dużej energii prawdopodobnie przyniesie mizerne efekty i średnią satysfakcję. Nie mówiąc o zerowej radości z tego, że się robi to, co się robi.

Powyższa historyjka to tylko taki w miarę neutralny przykład z mojego własnego życia. Podobnie można się zachowywać na każdym etapie życia, niemal w każdej sprawie.

Dlatego też wolę mówić o „wybieraniu” lub „odkrywaniu” celów, oraz łączyć akt wyboru celu z przyglądaniem się swoim pragnieniom i potrzebom. O czym napiszę następnym razem.

Ciekawe czy macie takie doświadczenia na swoim koncie?

życzę miłego popołudnia i zapraszam do komentowania,

Justyna

Jeśli chcesz wiedzieć więcej – zapytaj!

Tagi: , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: