Świadomy świadek


Czy da się pracować nad sobą wyłącznie w pojedynkę?

samotna wyspa

Samotna wyspa. Foto: ja.

Załóżmy, że mam dostęp do książek, do internetu, a z ludźmi nie bardzo lubię sie kontaktować, zresztą w mojej okolicy żadna ciekawa grupa nie powstała, terapie profesjonalne są drogie i też daleko, w zasadzie jedynym miejscem, gdzie coś może się zdarzyć mógłby być kościół, gdyby nie ksiądz, który potrzeby rozwoju inaczej niż poprzez chodzenie do kościoła i przystępowanie do sakramentów nie uznaje. Co wtedy? Czy można pracować nad wyjściem ze współuzależnienia bez grupy?

Wydaje mi się, że trochę można, a trochę nie.

Ogromną część pracy nad sobą – poznanie siebie, swoich reakcji, swoich potrzeb, marzeń, celów, sensu swojego życia – można, a nawet należy, wykonać osobiście. Do tego przy pewnej dozie samozaparcia nie potrzeba żadnej pomocy w postaci innych ludzi.

Można też bez pomocy innych dowiedzieć się dużo o naturze samego problemu, poznać różne poglądy na temat tego, skąd się u ludzi bierze, jakie są jego źródła i mechanizmy.

Można czytać, patrzeć, wykonywać ćwiczenia zalecane w książkach, słuchać co do powiedzenia mają prowadzący audycje radiowe. Można samemu do radia zadzwonić i podzielić się swoimi przemyśleniami lub zadać pytanie.

Można poznawać doświadczenia innych – z książek, z internetu. Można się w ten sposób dzielić własnymi doświadczeniami.

To bardzo dużo, ale jednocześnie bardzo mało. Myślę, że jest kilka powodów, dla których praca nad sobą w towarzystwie innych ludzi bywa bardzo ważna.

Po pierwsze, nieraz wydaje nam się, że co tam, te nasze problemy wcale nie są takie znowu wielkie. A może nam się w ogóle zdaje, że coś jest nie tak? A może oczerniamy naszych partnerów, rodziców, doszukujemy się poczucia krzywdy tam gdzie jej nie ma? Przecież każdy ma jakieś problemy w domu i na pewno się nimi na zewnątrz nie chwali!

Otóż kontakt z innym człowiekiem, nawet jeśli to będzie jedna osoba, byle życzliwa, słuchająca i godna zaufania, powoduje, że to, co sobie myślimy – o nas samych i o tej sytuacji – urealnia się. Taki ktoś funkcjonuje jako świadomy świadek naszego życia, naszych losów i naszego cierpienia.

Co więcej, taka osoba, zwłaszcza jeśli nie ma w tym żadnego interesu, może przekazać nam swoją reakcję zwrotną, czyli powiedzieć co myśli o tym, co nas spotkało w sposób, który nas nie zrani. Coraz więcej jest ludzi, którzy to potrafią, choć jest to niełatwa sztuka.

Nawiasem mówiąc, zauważyłam że w niektórych grupach 12 krokowych istnieje tendencja do tego, by – skoro nie powinno się krytykować, oceniać i mówić inaczej niż o sobie – w ogóle się nie komentuje tego, co ktoś powiedział. Ktoś o sobie opowie, zapada cisza, mówi następny, znów chwila ciszy i tak dalej. Wydaje mi się, że warto się uczyć mówić tak, by dawać reakcje zwrotne. I robić to. I w drugą stronę. Jeżeli chcesz pozbyć się strachu przed mówieniem innym ludziom o sobie, to nie uda Ci się to, jeśli nie zechcesz wysłuchać, co ktoś inny ma Ci na Twój temat do powiedzenia. Z lękiem i obawami najlepiej radzić sobie tak, że w bezpiecznych warunkach się z nimi konfrontujemy, zaś jeśli będziemy się złościć, że ktoś ma coś do powiedzenia w związku z tym co my mówimy, to się lęku przed otwartością nie pozbędziemy za Chiny ludowe. Nie mówiąc o tym, że reakcje zwrotne są nieraz naprawdę cenne.

Po trzecie, jedną z ważnych cech współzależności jest to, że unika się ludzi, odcina od znajomych, sąsiadów, dalszej rodziny, chowa się swoje cierpienie w swoim domu. Nic się nie mówi. Nic się nie czuje. Rośnie się w dumę gdy uda się coś załatwić bez niczyjej pomocy. Niczyjej pomocy się nie oczekuje. O pomoc się nie prosi. Zresztą to wstyd prosić o pomoc, upokorzenie i ogólnie jest to straszne. Zresztą, jak ja wyglądam – jak ja się komuś pokażę. Takie myśli przychodzą do głowy zastraszonym ofiarom uzależnionego, a tym bardziej przemocowego członka rodziny. Anonimowość jest u nich w cenie. Tymczasem właśnie takie odcinanie się, zaniedbywanie się,  wstyd, duma w samotności i nieszczęściu – to jest najgorsze, groźne dla zdrowia i życia. Zdrowy człowiek, jeśli jest mu źle i nie daje sobie rady – woła o pomoc. I tak też najlepiej byłoby postępować. Tylko że przyzwyczajenie i wstyd stanowią hamulec niemal nie do pokonania.

Właśnie owo „niemal” jest szansą i nadzieją. Z tego zaklętego kręgu można się wyrwać – w taki sposób, że wyjdziemy do ludzi. Komuś, kto wiemy że nas nie zdradzi, powiemy jak to u nas wygląda. Czasem już samo to pomaga. Nieraz wyjście do ludzi i przełamanie bariery milczenia może odmienić nasz los. Może uratować nam życie – poprawić je, a czasem naprawdę uratować.

A jeśli nikt taki nie przychodzi nam do głowy?

To znajdź kogoś, kto nie ma żadnego interesu w tym, żeby o Tobie plotkować, czy się śmiać. Najlepiej grupę ludzi, którzy chcą poradzić sobie z podobnym problemem. Albo terapeutę. Wybierz się na warsztaty. Zadzwoń do telefonu zaufania. Wybierz się do poradni uzależnień. Zlokalizuj najbliższą grupę 12 krokową, a jeśli jesteś kobietą – siedzibę jakiejś organizacji kobiecej. W zasadzie nie ma znaczenia od czego zaczniesz, ważne, by zacząć. Zresztą kontakty z przyjaznymi ludźmi są zwyczajnie przyjemne i mogą dawać wiele satysfakcji i radości.

Jan Paweł II w „Przekroczyć próg nadziei” mówi jakoś tak, że jeśli ktoś poszukuje prawdy, nie ma znaczenia gdzie jej szuka. Jeśli będzie szukać pilnie i uczciwie, i tak trafi tam, gdzie trzeba. I tak właśnie chyba jest.

Pozdrawiam wesoło i czekam na Wasze przemyślenia,

Justyna

Jeśli chcesz wiedzieć więcej, zapytaj!

Tagi: , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: