Ale wstyd!


Witajcie!

Mam dziś potrzebę napisania na temat tego uczucia, gdyż wydaje mi się, że bywa ono jedną z największych przeszkód w zrobieniu pierwszego kroku na drodze od współuzależnienia do pełni życia. Pisałam o nim już wcześniej jakiś czas temu, ale zdaje mi się, że jest to temat ważny, szeroki i godny jeszcze paru powrotów.

Wstyd jest jednym z lepiej mi znanych uczuć i występuje w wielu, wielu odmianach.

Niektórzy twórcy list uczuć umieszczają na niej 5 głównych uczuć podstawowych, to jest strach/lęk, złość/gniew, radość, smutek, no i właśnie wstyd.

Inni uznają za podstawowe dwa uczucia, wbudowane w najwcześniej pojawiającą się na drabinie ewolucji część mózgu: złość i strach. Radość zaliczają do uczuć wyższych, nie podstawowych wstyd zaś – do strachu.

Nie wiem, na ile klasyfikacje są istotne, dla jednych pewnie liczą się nieco bardziej, dla innych nieco mniej. Jednak pewne uporządkowanie wiedzy o świecie stanowi jakąś wartość, daje pewne wskazówki.

Tak zatem mamy wstyd, uczucie znane każdemu, a współuzależnionym (i uzależnionym) wyjątkowo dobrze.

Wstyd czuje się wtedy, gdy się uważa, że zrobiło się coś niewłaściwego. Gdy robimy coś, co jest niezgodne z naszymi wartościami, przekonaniami, gdy jest niezgodne z nami, czujemy potem wstyd. Jest to uczucie, które pokazuje nam nasze granice – wyznacza zakres naszych możliwych działań. Dopóki trzymamy się w ramach tego, co nie powoduje w nas wstydu, żyjemy w zgodzie ze sobą. Jak wszystkie uczucia, wstyd jest uczuciem dobrym i ważnym. Coś nam pokazuje.

A teraz chciałabym powiedzieć co myślę o pułapce wynikającej z bezrefleksyjnego traktowania uczuć, na przykładzie właśnie wstydu. Osoby wrażliwe, a wiele osób współuzależnionych oraz uzależnionych cechuje się dużą wrażliwością, odczuwa wstyd z powodów wykraczających poza sytuację postępowania niezgodnie ze sobą.

Jak sądzę, przede wszystkim wynika to z manipulacji, jakim ulegamy ze strony wszystkich tych ludzi, którzy narzucają nam swoje przekonania z taką siłą, że uznajemy je za własne, mimo że są nam niepotrzebne, albo są cudze, a nieraz zwyczajnie są dla nas szkodliwe. Przyswojenie sobie nie naszych przekonań służy różnym ludziom w różnych okresach naszego życia, a niekoniecznie zawsze nam samym.

Najpierw na tym, że je wyznajemy, korzystają nasi rodzice i rodzina, potem dołączają się rówieśnicy, potem społeczeństwo w którym żyjemy, wreszcie nasz partner życiowy. My korzystamy z nich na ogół najmniej, gdyż wstyd ogranicza nas do pewnych ram. Jeżeli to nie my sobie je narzucamy, tylko ktoś inny, jesteśmy ograniczeni do takiego zakresu działań, jakiego sobie życzy ten ktoś. Oczywiście do pewnego stopnia dla nas też jest to korzystne, bo z przynależności do społeczeństwa czy rodziny też coś mamy dobrego dla siebie, nieraz więc warto coś ze swej wolności poświęcić, na przykład poprzez nieszkodzenie innym, niezabieranie sobie ich własności itd. Jednak bardzo często dzieje się tak, zwłaszcza u osób, które są przyzwyczajone do czerpania poczucia własnej wartości z zewnątrz, że przekonania narzucone nam przez innych ograniczają nas znacznie bardziej niżby musiały.

Myślę też, że jeżeli żyjemy przez długi czas mieszcząc się w ramach narzuconych nam głównie przez innych, bez rozeznania we własnych wartościach i wypływających z nich przekonaniach, to w pewnym momencie możemy stracić orientację jeśli chodzi o kryteria kiedy mamy odczuwać wstyd, a kiedy nie. Wstyd wynikający ze zrobienia czegoś niezgodnego z naszymi własnymi wartościami oparty jest nie tylko na wiedzy jak powinno być, ale także na takim dogłębnym, fizycznym wręcz odczuwaniu tego, jaka jest prawda. Jeżeli to nie my wymyśliliśmy sobie przekonania, które wyznajemy, nie mamy w sobie mechanizmów weryfikujących, czy nasze postępowanie jest właściwe, czy nie, innych niż tylko sama wiedza, że powinno być tak a tak. Więc możemy instynktownie próbować znaleźć inne metody dodatkowej weryfikacji. Na przykład – czujemy wstyd gdy widzimy, że komuś jest źle. Jeżeli jest źle – zaczynamy się tego wstydzić, niezależnie od tego, komu jest źle. A więc, gdy nam jest źle – też się tego wstydzimy, chociaż nie zrobiliśmy niczego takiego, co byłoby niezgodne z naszymi wartościami.

Może raczej jest tak, że wstydzę się gdy jest mi źle, bo sobie nie poradziłam, wpakowałam się w sytuację w której cierpię, czyli zrobiłam coś, co jest niezgodne z moimi celami i wartościami, a konkretnie z wartością, jaką jest to, by było mi dobrze. Czasem tak jest, owszem. Ale też słyszałam i zgadzam się z tym, że ludzie w każdej sytuacji postępują tak, jak najlepiej potrafią i jak wydaje im się, że będzie najlepiej. Jeśli więc żyłam tak, by móc sobie spojrzeć w twarz, robiłam wszystko co umiałam, a ktoś mnie krzywdzi w związku z czym jest mi źle, raczej nie mogę mieć do siebie pretensji i w zasadzie nie mam się czego wstydzić.

Najbardziej moim zdaniem destruktywna odmiana wstydu to wstyd z powodu tego, że żyjemy. Z powodu tego, jaka jestem. Że jestem właśnie taka. Że nie jestem doskonała. Że się odzywam i nie wiem, jak inni to przyjmą. Tu nie ma mowy o ochronie nas przed zrobieniem czegoś, co jest niezgodne z nami. Tu chodzi o ograniczenie nas w ogóle. Wielu ludzi tak odczuwa i nie jest w stanie się z tego poczucia wydobyć. Mnie osobiście ograniczało zawsze poczucie wstydu gdy ktoś patrzył, co robię. Dopiero gdy skończyłam to, co robiłam i wyszło świetnie, byłam w stanie komukolwiek to pokazać. Albo – gdy miałam coś powiedzieć w obcym języku – wiadomo, że z błędami skoro się dopiero uczyłam. Znacie to? To są wstydy absolutnie irracjonalne i nie dają nic oprócz ograniczenia. Ludzie czasem wstydzą się skąd pochodzą, jak się nazywają, że ktoś im zrobił coś złego, różnych rzeczy.

Myślę, że to nie pomaga w życiu, lecz ogranicza. Jakiś czas temu postanowiłam sobie, że przyjrzę się temu wstydowi i się go pozbędę jeśli tylko się uda, bo nieraz czuję się przykurczona choć nie muszę i czuję się zmuszona do życia niezgodnie ze swoimi wartościami – czyli że ten rodzaj wstydu powoduje u mnie coś dokładnie odwrotnego, niż powinien.

A więc, po pierwsze – nie muszę się wstydzić tego, że ktoś robi coś, czego może się wstydzić. To jego sprawa.

Po drugie – nie muszę się wstydzić tego, że ktoś mnie krzywdzi. Jeżeli tak się stanie, będę mówić o tym, bronić się i szukać pomocy. A jeżeli przyjaciele się ode mnie przez to odwrócą – to trudno. Nikt nie ma obowiązku się ze mną przyjaźnić, a ja z kolei wolę się przyjaźnić z tymi ludźmi, którzy się nie odwracają gdy potrzebuję pomocy.

Po trzecie – nie muszę się wstydzić wyrażania siebie. To, co jest dla mnie ważne, jest ważne.

Podsumowując zadam pytanie – czy wstyd jest uczuciem potrzebnym? Czy nie lepiej się go pozbyć i nie odczuwać w ogóle wstydu? Oraz od razu na nie odpowiem – podzielam opinię Alice Miller, Johna Bradshawa i wielu innych autorów, że uczucia to nie luksus, nie fanaberia, lecz ważna wskazówka, bez której trudno funkcjonować. Bez uczuć jesteśmy jak bez oczu. Da się żyć, owszem, ale trudno się rozeznać w otaczającej nas rzeczywistości. Dlatego wszystkie uczucia są ważne i potrzebne, jednak dobrze jest zastanawiać się nad ich przyczynami i kontrolować ich skutki.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i czekam na komentarze oraz pytania,

Justyna

Czytam teraz i polecam: Alice Miller – Bunt ciała

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: