Rozmawiać – ale jak?


Witajcie!

Dzisiaj chciałabym zastanowić się chwilę nad tym, co można zrobić, żeby to co mówimy nie było jednym wielkim jękiem zmęczenia, złości, zrzędzeniem, przynudzaniem, marudzeniem i żeby w ogóle dało się słuchać.

W pracy, w towarzystwie, nawet w sklepie czy na ulicy jestem w stanie skupić myśli i racjonalnie rozmawiać z innymi ludźmi. W domu ponoszą mnie nieraz emocje, ulegam złości, zmęczeniu, rozżaleniu. Chcę się trochę rozluźnić, nie trzymać cały czas nerwów na wodzy. Być może macie podobnie. Zachowanie zimnej krwi i sympatycznego podejścia do rodziny, zwłaszcza jeśli zachowuje się ona absolutnie odwrotnie niż byśmy sobie tego życzyły(li) czasem jest prawdziwą sztuką.
W domu, w którym do rodziny należy osoba chora na uzależnienie, jest potrójnie ciężko, bo taka to jest właśnie natura tych przypadłości.

Uzależnienie to między innymi:
maniuplacja
tajemnice
niespełnienie obietnic
kolejne obietnice
przebiegłość, żeby Cię przechytrzyć
prowokowanie Ciebie do złości
udawanie, że jest inaczej niż jest
nieszczerość
udawanie, że nic się nie stało
nie robienie niczego
ograniczanie potrzeb
nie uwzględnianie potrzeb innych
przemoc

a wszystko służy temu, żeby osoba uzależniona mogła oddawać się swojemu uzależnieniu, i żeby wszyscy dali jej(mu) święty spokój. To nie pomaga w komunikacji.

Prawdziwą sztuką jest umiejętność rozmawiania w taki sposób, żeby powiedzieć swoje, wyrazić swoje potrzeby, a nawet uzyskać to, czego potrzebuję (chociaż czasem), żeby nie mieć kaca moralnego po dyskusji (gdy nerwy poniosą), żeby nie dawać się „przerobić” wbrew swojej woli i nie mieć zamkniętych ust, a żeby z drugiej strony nikt nie mógł powiedzieć, że zrzędzę… żeby powiedzieć o tym, co mnie boli, a żeby nie było awantury. Przy uzależnionym(ej) jest potrójnie trudno.

Sztuki tej uczę się od wielu lat, w najbliższym półroczu wybieram się na profesjonalne szkolenie w tym zakresie – nie pierwsze zresztą. Mówię Wam – dzięki wiedzy, a przede wszystkim ćwiczeniu jej w praktyce, jest zdecydowanie lepiej niż kiedyś, chociaż to fakt, moja sytuacja domowa zmieniła się od tamtej pory. Już wkrótce dowiecie się, co konkretnie robię (jeszcze przed tym moim szkoleniem, mam nadzieję), by rozmowy w domu mimo kryzysowego nastroju były konstruktywne i nie dołowały.

A może macie jakieś swoje sposoby? Przykłady rozmów, które się nie udają?
Podzielcie się, razem spróbujemy się zastanowić nad tym, jak można lepiej.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Justyna

Tagi: , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: