Koci sposób


Był sobie mały, biały kotek. Nazywał się Filemon, bo jak inaczej mógłby się nazywać mały, biały kotek.

Biały kotek. Foto: ja.

Biały kotek. Foto: ja.

Mieszkał w domku z babcią i dziadkiem, no bo z kim.
Lubił psocić i bawić się, biegać za piłeczką, którą rzucili mu ludzie, łowić futrzane myszy, sprzątać rzeczy leżące na meblach i obgryzać kwiaty stojące w wazonie. Lubił też wybiegać na podwórko, buszować w trawie, skrzeczeć na ptaki i szukać nornic przebiegających wieczorem przez ogród. Dopiero uczył się polować, więc rezultaty miał słabe.
Pewnego dnia zauważył, że gdy spokojnie się grzeje w plamie popołudniowego słonka, koło łapek leży… podłużny, biały, puszysty ogonek. Fajna zabawka – pomyślał – spróbuję go złapać. Potrząsnął koniuszkiem ogona, a gdy ten się zaczął wymykać wtedy cap! go łapką. A ogon myk! uciekł. Filemon spróbował zapolować jeszcze raz. Ogon znów uciekł. Kotek zaczaił się przed dłuższą chwilę, a potem jak nie rzuci się w pogoń! Goni w kółko, goni, a ogon ucieka przed nim jak szalony!
Wreszcie maluch dał za wygraną. Padł po prostu ze zmęczenia. Leżał i sapał.
– Co tak sapiesz, tylko myszy płoszysz – odezwał się gruby głos znad pieca. Był to oczywiście, no kto? Na pewno nie masz wątpliwości. Czarny, gruby, mądry kot Bonifacy o lśniącym futrze i wielkim puchatym ogonie.
– Bonifacy, Bonifacy, a tobie udało się kiedyś złapać swój ogon? Bo mój cały czas tylko przede mną ucieka.
– Tak? Mój ogon nie ucieka. Ale ja mam na niego swój sposób. Kiedyś też próbowałem go gonić. Wtedy uciekał tak samo jak twój. Potem przestałem.
– I co? Dał się złapać?
– Ty to dopiero jesteś mały i głupi. A po co miałbym go łapać? Mój ogon sam za mną chodzi wszędzie, gdzie tylko chcę. Patrz. Zeskakuję z pieca, ogon za mną. Idę na fotel, ogon za mną. Kładę się, ogon kładzie się koło mnie. Twój też tak będzie robić tylko przestań go tak ciągle gonić.
– A jak będę duży to mój ogon też będzie taki wielki i puchaty, jak Twój?
– Będzie, będzie – zapewnił Bonifacy układając się głęboko w fotelu Dziadka, przymknął oczy i zaczął mruczeć, zapadając coraz głębiej w sen.

Opowiedziałam Ci tę historyjkę, bo ten koci sposób działa nie tylko na ogon, ale też parę innych rzeczy w życiu.

Na przykład na szczęście. Gdy robię swoje, chodzę swoimi drogami, moje szczęście idzie za mną. Gdy natomiast próbuję je gonić, ucieka przede mną i choć wiele wysiłku wkładam w tę gonitwę, szczęścia nie udaje się w ten sposób złapać.

Koci sposób działa też na innych ludzi. Jeśli pragnę ze wszystkich sił, i wszystko robię, żeby ktoś się zmienił, mogę wyjść ze skóry, błagać, krzyczeć, złościć się, martwić, a niewiele osiągnę. Najwyżej na krótką metę. Częściej jednak będę się kręcić w kółko bez skutku. Jeżeli jednak zajmę się sobą i swoimi sprawami, to układ z tą drugą osobą też zacznie podążać za mną. Coś się zmieni. Nie wiadomo w jakim kierunku, na to mam wpływ trochę ja, a trochę ta druga osoba. Ale coś na pewno się zmieni, więc jest pewien procent szans, że na lepsze.

Odpowiedzi: 2 to “Koci sposób”

  1. Agata Says:

    Suuuper porównanie! wogóle na tym blogu są na prawde świetne artukuły🙂 Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: