1 listopada i okolice


Znicz. Foto: ja.1 listopada to dziwne święto. To, co chrześcijańskie miesza się w nim z tym, co pogańskie, skłania do myślenia o śmierci (co rzadko robimy) i o zmarłych (których odejście wciąż nas boli, albo których odejście było dla nas ulgą), albo skłania do pośmiania się ze śmierci i zajęcia się innymi sprawami – na przykład zakupami. Z bólem wspominamy tych, którzy żyli tak samo jak my i już ich nie ma, a my jesteśmy i boimy się nawet zastanawiać, czy równie szybko podążymy za nimi, czy jeszcze trochę uda nam się na tym świecie dłużej pozostać.

Właściwie teraz mamy już 3 dni: 31 października – haloween, 1 listopada – wszystkich świętych, 2 listopada – zaduszki. Nie każdy je odróżnia (może poza haloweenem, bo to co innego), a przecież wszystkie trzy kręcą się wokół tematu śmierci i zmarłych – każdy na inny sposób. Może warto się przyjrzeć, co nam z tych różnych tradycji jest bliskie i co nam się podoba? A co wzbudza w nas dziwne myśli i uczucia? Od czego chcemy natychmiast uciec do codzienności? Nie widzę powodu, żeby nie wziąć dla siebie po trochu z każdej tradycji, przyjrzeć się im i zastanowić się nad przychodzącymi do nas myślami i uczuciami.

Oba dni, 1 i 2 listopada to czas zadumy nad kondycją człowieka oraz wspomnienie bliskich nam osób, które odeszły i uczczenie ich pamięci.
Wspominamy naszych przodków, znajomych, nauczycieli, mentorów, patronów, różnych dobrych ludzi, którzy stanęli na naszej drodze, lub przyczynili się do tego, że jesteśmy kim jesteśmy. To spotkanie z naszą tradycją i historią – a wiec także z prawdą o nas samych.

1 listopada w tradycji kościoła katolickiego jest poświęcony świętym. Wszystkim tym cudownym ludziom, którzy święci byli, nawet jeśli oficjalnie nie są przez kościół uznawani. To także dzień nadziei, że każdy może zostać świętym – jeśli się o to postara i będzie żył jak święty. Jest więc świętem raczej optymistycznym i akceptującym śmierć jako coś naturalnego.

W Ameryce obchodzi się przede wszystkim dzień Haloween – 31 października, święto duchów, strachów, przebieranek, pumpkinów i cukierków. Takie śmieszno-straszne święto dla dzieci. Tu śmierć jest traktowana zakupowo i na śmiesznie. O tym, że naprawdę nas czeka – nie myśli się raczej. Można zachichotać i zająć się czym innym.

W Polsce – chodzi się na groby, ozdabia je chryzantemami, pali znicze, wspomina najbliższych zmarłych i modli się za nich, spotyka się z rodziną na cmentarzu, ogląda się jak kto „swój” grób przystroił, kogo na co stać. Na zabytkowych cmentarzach ogląda się stare pomniki – prawdziwe dzieła sztuki. A więc katolicki optymizm świętości i bliski kontakt z historią miesza się z typowym polskim „zastaw się a postaw się” i z robieniem różnych rzeczy w imię tradycji, która nie zawsze wiadomo, czemu służy. Mam nadzieję, że służy tym, którzy przy tej okazji snują głębsze refleksje.

W dawnej Polsce obchodzono „dziady” – to pogańska tradycja która polegała na próbie kontaktu z duszami zmarłych – to było zetknięcie z historią, z prawdą i ze strachem przed śmiercią.

W Meksyku – rodziny spędzają na cmentarzu czas jedząc i śpiewając, a znajomym daje się w prezencie czaszki z cukru z imieniem osoby która ją otrzymuje – trochę przypominają naszego baranka wielkanocnego. Pełna integracja z tematem.

1 listopada jest wolnym dniem w Austrii, Belgii, Brazylii, Chile, Chorwacji, Finlandii, Francji, Niemczech, Gwatemali, na Węgrzech, we Włoszech, w Libanie, na Litwie, w Luksemburgu, na Malcie, Mauritiusie, w Meksyku, Peru, na Filipinach, w Polsce, Portugalii, na Seszelach, Słowacji, w Słowenii i w Hiszpanii. Większość z tych państw to kraje katolickie, ale w większości raczej każdy robi co chce, może spędzić ten dzień oglądając seriale w tv.

A bardzo wielu ludzi na świecie w ogóle nie obchodzi takich świąt. Że myślenie o śmierci to ponuractwo i że trupy nie są interesujące. Że to są pesymistyczne święta. Czy ja wiem? Śmierć to jeden z nielicznych pewników w życiu. To, że każdy umrze, to fakt, neutralny całkowicie. Nie muszę o tym myśleć cały czas, ale lubię od czasu do czasu przypomnieć sobie, co o tym tak w ogóle myślę, i jak się z tym potrafię skonfrontować. Takie jest moje zdanie. Mogę się też przyjrzeć sobie, jak wygląda moja konfrontacja z tym faktem – czy wolę przypomnieć sobie o dobrych ludziach z przeszłości i pomyśleć, że warto być kimś takim – że zależy mi, by mnie wspominano z ciepłym uśmiechem – czy też zamiast tego wolę się najeść cukierków i pójść na super imprezę z przebierankami. A może jedno i drugie? Mi chyba taka wersja odpowiada najbardziej. Ale każdy niech wybiera po swojemu – bo jest z czego!

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
Justyna

www.pelniazycia.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s


%d bloggers like this: